Mądry nagłówek

Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem zapewne nie kupisz najnowszego i najlepszego sprzętu na rynku. Ale wybierzesz sprawdzony w boju gadżet, który raczej cię nie zawiedzie.
I podczas gdy wszyscy cyferkowi bojownicy, fani Xiaomi i Hackintoshów będą się zabijać słowem w komentarzach, ty po prostu wrócisz do pracy.
Osobiście nie sądzimy, że ten tekst mógł kogokolwiek przekonać do zakupu Maca. Mimo to pamiętaj, że nasze magazyny są wypełnione po brzegi i tylko czekają, aż klikniesz KUP TERAZ
Mądry nagłówek
Pytanie w tytule sugeruje, że faktycznie jest jakaś korelacja między osobowością a sprzętem. Ja na ten temat nie mam nic do powiedzenia, dlatego będę posiłkować się artykułem se SpidersWeb.
W ramach pracy dla Spider’s Web przez moje ręce przewinęły się dziesiątki komputerów z najwyższej półki i wiecie co? Wyjąwszy Surface’y i Thinkpady, żadnemu nie zawierzyłbym codziennej pracy. Żadnemu. Losowość, z jaką pracują maszyny partnerów Microsoftu, woła o pomstę do nieba.
Tymczasem w świecie Maca, choć zdarzają się oczywiste wtopy i problemy, bezawaryjność jest niejako sztandarem. Zauważyliście, że na Maki decydują się zazwyczaj ludzie pracujący w najbardziej dochodowych branżach? I nie, nie kupują oni komputerów od Apple’a ze względu na jakiś wyimaginowany prestiż (w każdym razie nie zawsze), lecz właśnie dlatego, że MacBook czy iMac nie wywinie im przykrej niespodzianki w trakcie pracy, która może skutkować utratą tysięcy złotych.
Zrozumienie takiego podejścia wymaga jednak sporej dozy empatii, której stanowczo zbyt często brakuje komentującym, z radością odsyłających innych do zakupów tańszych komputerów z Windowsem lub Hackintoshów.
Czy składając Hackintosha zaoszczędzę trochę pieniędzy? Tak, pewnie nawet więcej niż trochę. Czy Hackintosh będzie równie niezawodny jak iMac? W żadnym wypadku. Czy mogę stracić więcej pieniędzy na niezrealizowanym zleceniu niż zaoszczędziłem na zakupie? Zdecydowanie.
Takiego myślenia bardzo brakuje w świecie technologii. Omamieni cyferkami traktujemy specyfikację techniczną i pozorne oszczędności jak drogowskazy, podczas gdy prawdziwie istotnym kryterium powinno być nie to, który komputer ma szybciej taktowane rdzenie procesora, ale to, w którym te rdzenie nie zawiodą w trakcie pracy, której utrata może przynieść ogromne straty.
To samo rozumowanie doprowadziło mnie ostatnio do porzucenia niemal wszystkich aplikacji niezależnych producentów.
Bardzo lubię programy tworzone przez ambitnych devów, chcących przełamać status quo. Sęk w tym, że… zazwyczaj po krótkim czasie ich wytwory albo znikają z rynku, albo zostają wchłonięte przez większego gracza.
W tym duchu porzuciłem ostatnio Scrivenera, którego twórcy traktują windowsiarzy jak klientów gorszego sortu, na rzecz Worda. Word nie ma tylu funkcji i możliwości co Scrivener. Pisze się w nim też zdecydowanie mniej przyjemnie. Ale w Wordzie nie straciłem jeszcze ani jednego napisanego przecinka, podczas gdy Scrivener już niejeden raz „zapomniał” zapisać tekstu.
Cieszę się też ogromnie, że nie zdecydowałem się na porzucenie Google Inbox na rzecz popularnego, niezależnego Newtona. Klient poczty, tak chwalony przez użytkowników na całym świecie, tak polecany… właśnie ogłosił, że zwija się z rynku. I tak, Newton był pod każdym względem lepszy od Inboksa. Prawdopodobnie był lepszy od dowolnego innego klienta poczty na rynku. Tylko co z tego, skoro finalnie wywołał u swoich użytkowników niemały ból głowy i zmusił do poszukiwania alternatywy?
Przykłady można mnożyć, ale konsensus jest jeden – najlepszy sprzęt to taki, na którym można polegać.
Najlepsze oprogramowanie to takie, które pracuje bez zarzutu i nie zniknie z rynku po kilku latach.
Jak zatem wybrać najlepszy sprzęt, skoro o jego najważniejszej zalecie nie przeczytamy w specyfikacji?
Na to pytanie nie mam dobrej odpowiedzi. Tutaj potrzebna jest rozległa wiedza i bardzo szerokie spojrzenie na rynek, aby naprawdę wybrać najlepiej. A przecież nie każdy ma na to czas i chęć.
Dlatego najlepszą radą, jaką mogę dać, jeśli chodzi o wybór sprzętu, jest… słuchanie rad ludzi, którzy robią to, co ty.
Pomyśl o tym, czym się zajmujesz. Czym chciał byś się zajmować. Jakie realnie będziesz miał potrzeby. A teraz poszukaj ludzi, którzy już to robią i odnoszą sukcesy. Jakiego sprzętu używają? Jakie programy najlepiej sprawdzają się im w pracy? Którym usługom zaufali?
Oczywiście to tylko punkt wyjścia do własnych poszukiwań, ale jeśli z danego sprzętu czy oprogramowania korzysta ktoś, kto odnosi sukcesy na polu, na którym ty również chcesz się wyróżnić, to jest spora szansa, że ów sprzęt posłuży tobie równie dobrze.
Tym sposobem
